Pamiętam jak będąc dzieckiem słuchałam czasem komentarzy w domu rodzinnym na temat Partii (tej jedynej która była wtedy przewodnią siłą narodu) - niezbyt pasujących do tego co oficjalnie było głoszone.
Mieszkaliśmy wtedy w małym miasteczku, gdzie każdy każdego znał. Mój ojciec był kierowcą więc miał trochę szersze spojrzenie na otaczający świat gdyż stykał się na co dzień z różnymi ludźmi.
Niewiele rozumiałam z rozmów dorosłych poza tym, że władza wcale nie przejmuje się losem społeczeństwa którym rządzi, tylko tym by utrzymać się "ponad tłumem" i mieć dostęp do przywilejów dostępnych dla wybranych.
Zupełnie inny obraz władzy ludowej prezentowany był w szkole, opowiadania, wiersze patriotyczne, obchody urzoczystości państwowych. Moja szkoła nosiła imię gen. Karola Świerczewskiego - tego który się "kulom nie kłaniał". Co prawda nie przypominam sobie żeby nauczyciele z jakąś specjalną gorliwością wpajali uczniom miłość do socjalizmu - miłość do Ojczyzny i patriotyzm owszem. Ale też nikt nie miał odwagi powiedzieć że w tych opowieściach o socjalistycznej sprawiedliwości więcej jest propagandy niż prawdy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz