Niezapomniane wrażenie wywarł na mnie cemtarz Łyczakowski we Lwowie.
Po obejrzeniu z oficjalnym przewodnikiem wycieczki grobu Artura Grottgera i Marii Konopnickiej oddzieliliśmy się od reszty wycieczki i zaczęliśmy zwiedzanie na własną rękę.
A jest tam co oglądać - to jedna z najstarszych nekropolii w Europie, miesce spoczynku wielu wybitnych Polaków. Wiele z grobów na tym cmientarzu to prawdziwe dzieła sztuki.
Wtedy były w opłakanym stanie. Rozmyślnie niszczone i dewastowane. Jeśli przy którymś pomniku była figurka orła (a było ich nie mało) miały poutrącane głowy.
Spotykaliśmy przy tych grobach Polaków którzy dbali by nie zarosły chwastami - widać było że boją się rozmawiać.
Szukaliśmy cmetarza Orląt Lwowskich - młodych obrońców Lwowa z lat 1918-1920 (wojny polsko - ukraińska i polsko - bolszewicka). Nikt nie chciał nam powiezieć gdzie on jest.
W końcu jeden starszy pan pokazał nam drogę. Ścieżką zarośniętą chwastami dotarliśmy do miejsca ktore wyglądało jak zaplecze zakladu kamieniarskiego. Zarośnięte trawą z walającymi się kawałkami płyt nagrobnych. Nasz przewodnik opowiadał że wyrywali te płyty z równo ułożonych obok siebie grobów koparką. Piękne otaczające cmentarz kolumny były niszczone czołgami.
W centrum Mauzoleum zamknięte na kłódkę. Zajrzeliśmy przez okienko. Zobaczyliśmy jak piękne malowidła ścienne któr mogliśmy podziwać na zdjęciach zostały zamalowane białą farbą - tylko na suficie widac było resztki świetności. W środku walały się jakieś śmieci.
Cmentarz Orląt - nazywany przez Polaków miejscem świętym miał być wymazany z mapy i pamięci - nie wolno było o nim mówić.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz